Centrum im. Adama SmithaPierwszy Niezależny Instytut w Polsce od 16 września 1989 roku

Fabryki robotnikom - czyli mitologizacja własności pracowniczej

 

 Fabryki robotnikom - czyli mitologizacja własności pracowniczej

Jan Winiecki

 

Jest to szczególna polska mitologia. Własność pracownicza, czy bardziej precyzyjnie akcjonariat pracowniczy, przedstawiany jest u nas przez pewne kręgi polityczne, a w szczegóności przez związki zawodowe, jako alternatywa zarówno dla tradycyjnej prywatyzacji, jak i dla “drogi na skróty” jaką jest prywatyzacja obywatelska.

Mity, jakimi zdążył już obrosnąć akcjonariat pracowniczy, wynikają zarówno z ogólnej nieznajomości nowoczesnej teorii ekonomicznej, jak i z agresywnej i świadomie wprowadzającej w błąd propagandy o efektywności, tej formy przekształceń własnościowych. W nieniejszym artykule zajmę się obydwoma aspektami problemu, jak rówienież aspektem moralnym tej koncepcji.

Skala i źrodła poparcia dla własności prywatnej

Interesująca ankieta przeprowadzona w wielu krajach postkomunistycznych wykazała, że jeśli nie liczyć krajów postsowieckich (a i to nie wszystkich), ciągoty do własności pracowniczej zakorzenione są najsilniej właśnie w Polsce. Poza Litwą i Ukrainą, Polska jest krajem, w którym największy procent ankietowanych opowiedział się za tą bolszewicką de facto opcją. Było to więcej nawet niż w Słowenii, gdzie wieloletnia indoktrynacja samorządności pracowniczej w czasach komunistycznych czyniła tę formę własności najbardziej zrozumiałą (47 proc., kontra 40 proc.)

Geneza popularności hasła “fabryki – robotnikom”, najłatwiej wytłumaczalna jest w kontekście właściwej interpretacji w rewolucji “solidarnościowej” lat 1980 – 81. Interpretacja ta prowazi do tezy, że system socjalistyczny został odrzucony na płaszczyźnie moralnej. Istniała natomiast uderająca akceptacja poszczególnych komponentów (raczej teoretycznych niż stosowanych w praktyce), odrzyconego systemu, a więc egalitaryzmu państwwa opiekuńczego sprawiedliwości rozumianej w kategoriach interwencji w dystrybucję a nie interwencji poprzez ustanawianie reguł gry (co różni właśnie socjalizm od liberalizmu), itd.

Znaczna część zwolenników “Solidarności” to byli ludzie, którzy mieli nadzieję, że “Solidarność”, da im to, co socjalizm przyrzekał, a nie zrealizował. Inaczej mówiąc uczestniczyli w próbach obalenia systemu nie dlatego, że obiecywał przysłowiowe gruszki na wierzbie, ale dlatego, że komunistom nie udało się owych gruszek wyhodować… Ich obecny bunt przeciw transformacji systemowej wynika z dostrzeżenia faktu, iż gruszki nie rosną na wierzbie także w kapitalizmie. Wiara w utopijny socjalizm samorządowy – w kontekście prywatyzacji ulokowana we własności pracowniczej – stanowi kolejne poszukiwanie mitycznej drogii do dobrobytu. Drogi, która nie wymagałaby codziennej solidnej pracy i akceptacji takiej gospodarki, gdzie adaptacja do zmian jest postrzegana jako cena płacona za szansę coraz wyższego poziomu życia.  

Wyższość własności kapitalistycznej

Natrętna niekiedy reklama robiona z własności pracowniczej, opiera się na dwóch filarach zwykłej nieznajomości teorii ekonomii oraz zafałszowania rzeczywistości. Ignoruje się niemal całkowicie dorobek takich nurtów teoretycznych jak teoria praw własności czy teoria agencji, na podstawie których jednoznacznie określić można niski status efektywnościowy własności pracowniczej (i jeszcze niższy samorządu robotniczego).

Własność pracownicza w formie spółki, będącej własnością akcjonariuszy pracowniików (“akcjonariat”), wypada gorzej niż inne formy własności prywatnej z punktu widzenia wszystkich kryteriów. Kontrola nad firmą, w której udziałowcami są wszyscy pracownicy jest trudniejsza niż nad firmą, w której dominuje posiadająca pakiet kontrolny nieliczna grupa właścicieli (nie mówiąc już o jednym właścicielu!).

Inne kryterium współwłasności również stawia własność pracowniczą na dalekim miejscu w hierarchii efektywności, ponieważ przeważające interesy drobnych akcjonariuszy ograniczają typ przedsięwzięć sprzyjających wzrostowi, rentowności firmy. Np. inwestycje pracooszczędne mogą zostać zablokowane w wyniku działań zagrożonych zwolnieniami pracowników – akcjonariuszy. W ten sposób interes pracownika (mierzony płacą) bierze górę nad interesem akcjonariusza (mierzony zyskiem).

Dalej istnieje też problem zróżnicowania ryzyka. Jeśli pracownikom nie wolno sprzedawać akcji spółki pracowniczej na rynku kapitałowym, to problem ten pojawia się także w przypadku własności pracowniczej. Pracownicy koncentrują wówczas ryzyko jednoczesnej utraty dochodów z pracy (płaca), dochodów z kapitału (akcje) w przypadku bankructwa ich przedsiębiorstwa. Logiczniejsze z tego punktu widzenia byłoby pracowanie w jednym przedsiębiorstwie, a lokowanie posiadanego kapitału w innych przedsiębiorstwach (że nie wspomnę o mniej ryzykownych niż akcje, papierach wartościowych).

Słabości jest zresztą więcej, wymieniłem tylko niektóre spośród nich. Przechodząc od teorii do realiów, należy stwierdzić, że to co się u nas pisze na ten temat, a piszą wyłącznie zwolennicy akcjonariatu pracowniczego, dalekie jest od rzetelności. Powołując się na statystyki mówiące o rzekomo znakomitych wynikach ekonomicznych firm bazujących na własności pracowniczej zwykle zapominają oni dodać, że wrzucają do jednego worka nieliczne spółki pracownicze, tj. firmy, w których udziały mają wszyscy pracownicy oraz nieporównanie liczniejsze – normalne firmy prywatne w branżach o szybko zmieniającej się technlogii, gdzie istnieje ekonomicznie uzasadniona tradycja nagradzania najlepszych niewysokimi premiami pieniężnymi, lecz udziałami w szybko rozwijącym się przedsiębiorstwie. W ten sposób środki pozostają w firmie i mogą zostać przeznaczone na badania lub inwstyeje, a jednocześnie najlepsi zostają związani z firmą poprzez wyższą stawkę, jaką ma dla nich przyszły rozwój firmy.

To właśnie te ostatnie firmy uzyskują na ogół doskonałe rezultaty i pozwalają stwarzać wrażenie sukcesów własności pracowniczej. Rozwiązanie to tj. nagradzanie udziałami najlepszych, pozostaje jednak w ostrym konflikcie z egalitarystycznymi oczekiwaniami “antyomunistycznych bolszewików” i byłoby nie do przyjęcia na polskim gruncie.

Kruche podstawy etyczne własności pracowniczej

Propaganda jej zwolenników opiera się w niewielkim uproszczeniu – na uzasadnieniu następującym. To naszym wysiłkiem zbudowano te fabryki, my w nich pracowaliśmy, za marne grosze (implicite: w porównaniu z fabrykami tej samej branży na Zachodzie) i dlatego jakakolwiek prywatyzacja musi w pierwszej kolejności uwłaszczyć nas – pracowników tych fabryk. Pogląd powyższy jest jednak z gruntu fałszywy. Po pierwsze, prywatyzacja pracownicza uprzywilejowuje pracowników, przedsiębiorstw kapitałochłonnych kosztem pracowników przedsiębiorstw pracochłonnych.

Lord Robbins podsumował to celną parafrazą hasła popularnego przez pewien czas w Wielkiej Brytanii “Kopalnie – górnikom, śmieci – pracownikom zakładów oczyszczania miasta”.

Po drugie i ważniejsze wkład pracowników zakładów przemysłowych żądających przekształcenia ich przedsiębiorstw w spółki pracownicze był średnio mniejszy, nie większy niż innych zatrudnionych w gospodarce narodowej. Owi rzekomo pokrzywdzeni robotnicy byli w przeszłości subsydiowani podwójnie. Płace w przemyśle były w gospodarkach typu sowieckiego wyraźnie wyższe niż w innych działach gospodarki (niezależnie od niższych często kwalifikacji zatrudnionych w przemyśle). Ponadto relacje płac robotników do pracowników umysłowych były poważnie zniekształcone na niekorzyść tych ostatnich. Ujmując rzecz najprościej, to lekarz i nauczyciel subsydiowali w socjalizmie górnika i tokarza, a nie odwrotnie. A że płace i subsydiowanych, i subsydiujących były niskie, to już inna sprawa, wynikająca z ogólnej niesprawności systemu.

Jak dalece bronić się przed własnością pracowniczą?

Moja odpowiedź na to pytanie jest oparta na ekonomii politycznej, nie zaś ekonomii jako takiej, która wyraźnie traktuje tę formę własności jako mniej pożądaną z punktu widzenia efektywności.

Najważniejsza dla trwałości postępu polskiej gospodarki jest prywatyzacja. Jeżeli alternatywą dla akcjonariatu pracowniczego jest coś w rodzaju obserwowane go obecnie pata, to należy prywatyzować tą drogą, starając się jedynie, aby szkody z tego tytułu były jak najmniejsze. Tak więc należałoby jedynie zapewnić transferowalność akcji pracowniczych, tzn. możliwość ich sprzedaży potencjalnym nabywcom spoza przedsiębiorstwa, reszty dokona rynek.

Sprywatyzowane spółki pracownicze najczęściej bardzo szybko popadną w kłopoty finansowe, bo np. pracownicy przejedzą zyski w postaci wypłacanej sobie dywidendy i zabraknie środków na rozwój. Wówczas pojawią się dwie możliwości. Pierwsza, to pojawienie się strategicznego inwestora (lub inwestorów), który wykupi pakiet kontrolny akcji. Zjawi się autentyczny właściciel, a o to przecież chodzi w prywatyzacji. Druga, to że spółka pracownicza zbankrutuje, bo sprawy spółki pracowniczej zostaną tak zabagnione, iż nie będzie nikogo chętnego do przejęcia tej schedy. Aktywa firmy zostaną sprzedane z licytacji i to co jest w nich wartościowe, znajdzie właściciela. Czyli znów cele prywatyzacji zostanął osiągnięte.

Ktoś znający doświadczenia gospodarki kapitalistycznej może zaoponować, że prywatyzacja przez bankructwo jest mało efektywna, gdyż często firma jako całość, przedstawia większą wartość niż poszczególne składniki jej majątku. To oczywiście prawda, ale jeszcze mniej efektywny jest stan niepewności. A poza tym będzie to cena zapłacona przede wszystkim przez tych, którzy sprzeciwiali się prywatyzacji i będzie to niewątpliwie akt sprawiedliwości historycznej.

 

"Głos", 30 czerwcza 1993

 

 

 

 

 

Reddit icon
Technorati icon
Yahoo! icon
e-mail icon
Twitter icon
Facebook icon
StumbleUpon icon
Del.icio.us icon
Digg icon
LinkedIn icon
MySpace icon
Newsvine icon
Pinterest icon

Ankieta

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).

piątek, 2018-10-26

Informacja prasowa o stanie inicjatywy Centrum im. Adama Smitha w sprawie projektu ustawy dotyczącej podejmowania uchwał przez zgromadzenia wspólników przez Internet

W środę 10 października 2018 r. odbyło się spotkanie grupy roboczej złożonej z ekspertów Centrum im. Adama Smitha oraz przedstawicieli Kancelarii Prezydenta RP w sprawie projektu ustawy dotyczącego podejmowania uchwał przez zgromadzenia wspólników przez Internet.

Dyrektor Narodowej Rady Rozwoju, Samorządu i Inicjatyw Obywatelskich, Pan Paweł Janik wyraził podziękowanie...

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Mariusz Łuszczewski ekspertem ds. relacji indyjskich

Mariusz Łuszczewski decyzją zarządu Centrum jest nowym ekspertem ds. relacji indyjskich. Oficjalne wręczenie tytułu eksperta miało miejsce 8 sierpnia 2018 roku.

niedziela, 2018-08-12

Spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem

9 sierpnia 2018 r. miało miejsce spotkanie z Ambasadorem Indii J.E. Tsewangiem Namgyalem (drugi od prawej) oraz Pierwszym Sekretarzem V.S.D.L. Surendra (czwarty od prawej) z ekspertem Centrum ds. relacji indyjskich Mariuszem Łuszczewskim (trzeci od prawej).